W poniedziałkowy wieczór, w Sali Wielkiej Centrum Kultury Zamek miało miejsce wielkie wydarzenie
Grudzień rozpoczął się pod znakiem Komedy. Pod znakiem przywracania pamięci o tym znakomitym polskim jazzmanie pochodzącym z, jak niektórzy złośliwie mówią „jazzowego zadupia Polski”. A jednak to właśnie w Poznaniu urodził się jeden z najznakomitszych kompozytorów jazzowych. To także tu miały miejsce pierwsze próby grupy Komeda Sextet. To wreszcie tu po ponad 40 latach miał miejsce historyczny koncert...
Sala zapełniała się powoli. Po raz kolejny przekonałam się, że muzyka jest ponad wiekowymi metryczkami. Niby prawda znana od zawsze, jednak ta myśl, która czasem pojawia się w głowie, gdy widzisz młodzież obok starszych jest czymś, co w koncertach lubię najbardziej. Wielbiciele jazzu licznie zgromadzili się w Sali Wielkiej. Puste pozostały rzędy zarezerwowane dla gości COP14... Widocznie mieli ważniejsze sprawy. A szkoda!
Premiera spektaklu "Jazz i poezja" miała miejsce w roku 1960 na Jazz Jamboree. Za życia Komedy wykonano go jeszcze tylko raz - wiosną 1961 roku. Po tym spektaklu partytury zaginęły. Na szczęście udało się je odnaleźć w rodzinnym archiwum Komedy i dzięki staraniom wielbicieli twórczości muzyka, pokazać je po raz kolejny światu. Rekonstrukcji poniszczonego zapisu nutowego podjął się Jerzy Milian – długoletni współpracownik Komedy. To on „nutka po nutce składał wszystko w całość, abyśmy wspólnie mogli się cieszyć tą piękną muzyką” – mówiła dziś Irena Orłowska, która w południe odsłoniła tablicę upamiętniającą brata.
Spektakl "Jazz i poezja" osnuty jest na podstawie wierszy Jerzego S. Sity oraz muzyki autorstwa Krzysztofa Komedy. Całość tworzy niespotykaną już dzisiaj poezję jazzu. Panem od poezji został na chwilę, wybitny w tej roli, Zbigniew Grochal. Aktor Teatru Nowego w Poznaniu doskonale odnalazł się pomiędzy muzyką i słowem, a jego interpretacje niejednokrotnie zapierały dech w piersiach. Za stronę muzyczną odpowiedzialni byli: flecistka Lidia Sieczkowska, pianista Piotr Kałużny, kontrabasista Zbigniew Wrombel, perkusista Krzysztof Przybyłowicz i młody trąbkarz Maciej Fortuna. I w końcu Jerzy Milian – wybitny wibrafonista, kompozytor, długoletni współpracownik Komedy, rekonstruktor zapomnianych partytur, kierownik artystyczny i dyrygent w jednym. To jego osoba sprawiła, że całe przedsięwzięcie mogło dojść do skutku. To on wreszcie, delikatnie kierując na scenie muzykami sprawił, że całość nabrała niepowtarzalnego klimatu. Poetycki jazz, poezja spod znaku Komedy, muzyczna podróż w czasie...
Po spektaklu były brawa na stojąco. Był też bis... Za krótki! A kiedy koncert skończył się 'na dobre' poczułam niedosyt. Ogromny! To dobry znak. To znak, że było dobrze...
Dopełnieniem muzycznego spektaklu miał być jam session w Blue Note. W klubie pojawiła się tylko część gości. Za to wszyscy instrumentaliści. Do tych obecnych na zamkowej scenie doszli młodzi poznańscy muzycy. Nie było jednak wibrafonu. Zabrakło mistrza. Milian obecny przez większość wieczoru w klubie nie wyszedł na scenę.
Obecny był za to bohater wydarzeń – Krzysztof Komeda Trzciński. I podczas koncertu, i w klubie Blue Note. Jego duch przemykał się pomiędzy poezją, muzyką, uśmiechami, łzami wzruszeń, słowami... Mam nadzieję, że grudniowa eksplozja Komedy nie zgaśnie tak szybko, jak spadająca gwiazda, że garstka Jego wielkich wielbicieli, która poruszyła poznańską ziemię, zdoła także poruszyć niebo nad Poznaniem.
Zobacz zdjęcia z koncertu
Strona Stowarzyszenia "Astigmatic"